Zatrzymajmy się najpierw przy słowie „wierzę”. Wypowiadamy je w różnych okolicznościach. Gdy przyjrzymy się im bliżej, to okazuje się, że bez wiary nasze życie było by po prostu niemożliwe. Pacjent wierzy, że ten pan w kitlu ze słuchawkami to lekarz, który zadba o jego zdrowie. Dzieci w szkole wierzą, że otrzymają sprawiedliwe oceny z ostatniej klasówki. Gdy kupuję jabłka to wierzę, że sprzedawca zważy je uczciwie. On z kolei wierzy, że pieniądze, które mu daję, nie są podrobione. Oczywiście, na ogół słowo „wiara” odnosimy do tych sytuacji, które możemy sprawdzić. Ale przecież nie zawsze sprawdzamy, bo tylko poważne wątpliwości nas do tego zmuszają. Na ogół po prostu wierzymy. Gdybyśmy chcieli sprawdzać wszystko, w co przychodzi nam wierzyć, to czasu by nam zabrakło. Co więcej, są przecież sytuacje, gdy nie jesteśmy w stanie sprawdzić naszej wiary. Gdy np. ktoś popchnie nas w tramwaju, a my wierzymy, że nie zrobił tego specjalnie. Albo gdy ktoś nam daje kwiaty na imieniny, to wierzymy, że rzeczywiście jest nam życzliwy, a nie tylko udaje takiego. Tak, czy inaczej, bez wiary nie damy rady żyć.
     W książce Antoine de Saint-Exuperego pt.: „Ziemia, planeta ludzi” została opisana historia lotnika, którego samolot wpadł w rozszalałą burzę śnieżną nad Andami i musiał przymusowo lądować na dnie wulkanicznego leja pośród wielkich górskich szczytów. Lotnik, nie mając cienia szansy na ratunek, będąc w obliczu śmierci wiedział, że nie pozostaje mu nic innego jak iść, … i szedł! Szedł przez kilka dni i nocy przy czterdziestostopniowym mrozie. Szedł, mając poranione stopy, odmrożone ręce. Musiał stawić czoła nie tylko białemu piekłu, ale i samemu sobie. Chwilami coś mu mówiło: „Zrobiłem, co mogłem, i nie ma nadziei. Po cóż mam się upierać przy tej męczarni?”. Wystarczyło zamknąć oczy i zasnąć na chwilę, aby uciec na zawsze od bólu, głodu i cierpienia. Ale on szedł! I udało mu się dotrzeć do ludzi. Gdy otoczyli go przyjaciele, zdradził sekret swego ocalenia: „Wśród śniegów traci się instynkt samozachowawczy – powiedział – po dwóch, trzech, czterech dniach marszu, człowiek pragnie tylko snu. Ja też go pragnąłem. Ale mówiłem sam do siebie: jeśli moja żona wierzy, że żyję, to wierzy też, że idę. Także moi koledzy wierzą, że idę. Oni wszyscy wierzą we mnie! I byłbym zdrajcą, gdybym nie szedł”.
      Tu dopiero widać czym jest zaufanie, czym jest wiara kogoś, jaka to ważna sprawa i jak wielka siła. Bo czasami już się wydaje, że coś nie ma sensu, że nie mamy szans, ale jak mamy kogoś, kto będzie wierzył, że damy radę, że będziemy walczyć, to my się też nie poddamy. To niesamowita rzecz. Mieć taką osobę!
O to właśnie chodzi w naszej wierze w Boga. On cały czas nas szuka, On pozostaje wierny miłości do nas, a przez to i my znajdujemy siły, wychodzimy z najgorszych sytuacji, przetrzymujemy je, bo mamy się na Kim oprzeć, bo mamy do Kogo przylgnąć. Dlatego, jak lotnik z opowiadania, „nie mogę przestać iść dalej”.
Skład Apostolski określa dalej Boga słowem „Ojciec”. Lud Starego Testamentu nie wiedział o tym, że Bóg jest Kimś tak niesłychanie bliskim człowiekowi. Dla Izraela był to „Pan Zastępów”, „Pan nad Pany”, albo „Król Królów”. Dopiero Jezus Chrystus przyniósł nam tę Radosną Nowinę, że Bóg jest Jego i naszym Ojcem. On nam objawił Ojca. Jak mówił: „kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Od znalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni po Ogród Oliwny i ostatnie słowa na Krzyżu Chrystus ciągle mówi o Ojcu, rozmawia z Ojcem, spełnia Jego wolę. Zaprasza też nas do wejścia w tę relację, choćby wtedy, gdy – na prośbę uczniów – uczy nas modlitwy „Ojcze nasz”.
    Kolejne słowo z pierwszego zdania Credo to „Wszechmogący”. Bóg jest „Ojcem Wszechmogącym”. Aby zrozumieć co to znaczy trzeba najpierw porzucić swoje wizje „wszechmocy”: jakiegoś super-siłacza, który jak mityczny Atlas potrafi podnieść świat cały; albo czarodzieja, który umie jednym dotknięciem różdżki zmienić skałę w kwiat, czy złotą rybkę, która spełnia wszystkie zachcianki… nie taki jest Wszechmogący Bóg.
W jednej z modlitw mszalnych znajdujemy zdumiewający tekst: „Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc …”. Co w tym tekście zdumiewającego? To, że Boża wszechmoc jakoś przedziwnie powiązana jest z pokorą. Nie ma w niej nic ze spektakularnych pokazów, na które czasem człowiek tak bardzo liczy. Pierwszy raz zwrot, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” pojawia się w Starym Testamencie, gdy mowa o tym, że będąca w podeszłym wieku Sara, żona Abrahama, będzie za rok cieszyć się dzieckiem (por. Rdz 15,1-21). Ten sam zwrot powtórzy się także w chwili Zwiastowania – w tej najważniejszej dla świata rozmowie Boga z człowiekiem, która dokonuje się w ukryciu nazaretańskiego domku (por. Łk 1,26-38).
    „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego” – to pierwsza prawda Składu Apostolskiego. Wypowiemy ją za chwilę na Eucharystii. Niech to nie będą tylko puste słowa, ale niech nadąża za nimi nasze życie.

 

Opracował: ks. dr Włodzimierz Skoczny