Motyw tajemnic pojawił się także w objawieniach fatimskich. Pierwsza  z nich była przypomnieniem biblijnej prawdy o istnieniu piekła. Siostra Łucja zapisała: „Pani rozłożyła ręce a promień światła zdawał się przenikać ziemię (…) Zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzone były demony i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te wyrzucane były z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy, wywołujących dreszcz grozy. Na ten widok musiałam krzyczeć, bo ludzie to podobno słyszeli. Demony odróżniały się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. Przerażeni, podnieśliśmy oczy do naszej Pani, szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas: widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je ratować (…) Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych (…) Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: o mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.
        Wizja piekła nie była zwykłą fotografią rzeczywistości pozaziemskiej ale odpowiadała wyobrażeniom i możliwościom poznawczym małych, fatimskich wizjonerów. Objawienie bardzo mocno i sugestywnie potwierdziło dzieciom realność istnienia piekła i przypomniało możliwość takiej konsekwencji życia człowieka. Reakcją na wizję było przerażenie a jednocześnie wzrost gorliwości. Dzieci były przekonane, że zobaczyły upadek dusz po to, aby je ratować. Wynagradzały tzn. „dopełniały w swym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Od tej chwili żadna modlitwa nie była zbyt długa i żadne cierpienie nie było dla nich zbyt wielkie. Gorące pragnienie ratowania dusz przed wiecznym potępieniem, skłaniało pastuszków do nieustannego ofiarowania się za grzeszników. Żadna okazja do pokuty się nie marnowała. Podejmując rozmaite wyrzeczenia i umartwienia, dzieci jakby chciały wziąć na siebie karę za grzechy innych. Wzbudzały przy tym tylko jedną intencję: „o Jezu czynię to z miłości do Ciebie i za nawrócenie grzeszników…”
       Na wielu krzyżach misyjnych, które znajdują się przed kościołami naszej diecezji, znajduje się tradycyjny napis: zbaw duszę swoją! Ewangelie ukazują krzyż, jako najbardziej wstrząsający dowód miłości Boga do człowieka. Krzyż uświadamia, że Pan Bóg dla naszego zbawienia zrobił już wszystko. „Do końca nas umiłował” (J 13,1), do końca – tzn. że nie dało się bardziej. W tajemnicę krzyża, misterium cierpienia i miłości Boga, wpisuje się również „objawienie fatimskie (…) ma na celu przemianę wewnętrzną człowieka, pokonanie w nim grzechu i umocnienie dobra, pomoc w zdobywaniu świętości (…) tchnie miłością Serca Matki, które jest zawsze otwarte dla dziecka, nieustannie mu towarzyszy, zawsze o nim myśli, nawet wtedy, gdy dziecko schodzi na bezdroża i staje się marnotrawnym synem”.
       Już podczas majowego objawienia w Fatimie, Łucja zapytała Matkę Bożą: „czy ja pójdę do nieba?” To było jedno z jej pierwszych pytań, co świadczy o tym, że dla tego 10-letniego dziecka było ono najważniejsze. Czy choć raz w życiu, zadałem już sobie to pytanie?