Katecheza – Upadnij na kolana…

Chętnie śpiewamy pieśń eucharystyczną, której słowa zapraszają, aby „upadać na kolana” przed naszym Bogiem. Gdy wchodzimy do kościoła, zwykle przyklękamy na jedno lub klękamy na dwa kolana, oddając cześć Chrystusowi obecnemu w tabernakulum. To jest najświętsze miejsce w każdej świątyni. Nasz Bóg tu się ukrywa. Nie widzimy Go, ale On jest prawdziwie i realnie obecny. Zdarzało się, że ludzie wątpili, czy w małym kawałku chleba może się zmieścić Stwórca wszystkiego. Wiele razy Chrystus wychodził naprzeciw tym ludzkim pytaniom i pokazywał, że naprawdę tu z nami pozostał.

Pierwszym odnotowanym w historii Kościoła wydarzeniem potwierdzającym realną obecność Pana Jezusa pod postaciami chleba i wina jest cud w Lanciano [czyt. Lanczjano]. Wydarzył się na początku VIII wieku. Z Konstantynopola przybyła grupa mnichów bazyliańskich. Wśród nich był kapłan, który wątpił w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Modlił się, aby Pan usunął tę ranę niewiary z jego serca. Cud wydarzył się podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Mnich, po konsekracji, kiedy wypowiedział słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało... Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew” - zobaczył, że hostia zamieniła się w ciało, a wino w kielichu w krew. Dłuższy czas milczał i stał w bezruchu. Potem zawołał: „Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które uczynił widzialne dla mnie w tym celu, abym nie był już niedowiarkiem, lecz wierzącym. Zobaczcie, jaki cud się dokonał”. Kilka dni po tym wydarzeniu zauważono, że cudownie przemienione Ciało Pańskie się kurczy. Umocowano je do specjalnego, kosztownego materiału, aby je zachować w kształcie hostii dla przyszłych pokoleń. Najświętsza Krew Chrystusa skrzepła i podzieliła się na pięć osobnych grudek. Kilkakrotnie w latach 70, 80 i 90 dwudziestego stulecia dokonywano bardzo szczegółowych i długoletnich badań naukowych tego cudu. Stwierdzono, że „cudowne ciało z Lanciano jest cząstką ludzkiego ciała. Cudowna zaś krew jest ludzką krwią”.  Ogłoszono, że ciało to dokładnie przekrój mięśnia – z góry na dół wycięty sam środek konającego serca. Ciało i krew mają tę samą grupę krwi AB. Krew i ciało przetrwały w bardzo dobrym stanie ponad dwanaście wieków, co z punktu widzenia naukowego i racjonalnego jest po prostu niemożliwe. Pomimo niesprzyjających czynników biologicznych i atmosferycznych nie znaleziono w nich śladów konserwantów czy balsamowania.

W Lanciano nadal zdarzają się cuda, które odmieniają ludzkie serca. Pewien narkoman dopuszczający się kradzieży dawał świadectwo, że uratował go właśnie ten cud eucharystyczny. To właśnie tu po raz pierwszy zobaczył i zrozumiał, że Pan Jezus za każdym razem daje nam całego siebie w Eucharystii. Miłość Chrystusa podniosła go z jego upadków i zaczął żyć na nowo. Dziś sam jest chodzącym cudem. Podobnych świadectw można cytować bardzo wiele.

Jezus pragnie ożywić naszą wiarę w swą eucharystyczną obecność i dlatego co jakiś czas pojawiają się nowe znaki – cuda, które jednoznacznie wskazują, że w Eucharystii jest obecny On sam. Jeden z ostatnich cudów uznanych przez władze kościelne miał miejsce w stolicy Argentyny – Buenos Aires. 18 sierpnia 1996 roku wieczorem o godzinie 19.00 ks. Alejandro [czyt. Alehandro] Pezet odprawiał Mszę Świętą. Pod koniec udzielania Komunii podeszła do niego kobieta, informując, że z tyłu kościoła na świeczniku leży porzucona Hostia. Ksiądz poszedł we wskazane miejsce i zobaczył tak sprofanowaną i pobrudzoną Hostię, że nie mógł jej spożyć. Włożył ją do naczynka z wodą i schował do tabernakulum w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Kiedy w poniedziałek 26 sierpnia otworzył tabernakulum, ze zdziwieniem stwierdził, że Hostia zamieniła się w krwistą substancję. Poinformował o tym obecnego papieża Franciszka, wówczas biskupa stolicy. Przez kilka lat przechowywano ją w tabernakulum, trzymając całą sprawę w tajemnicy. Ponieważ Hostia nie ulegała degradacji, w 1999 roku decyzją ks. kardynała Bergoglio postanowiono poddać ją naukowym badaniom. Próbkę przesłano naukowcom w Nowym Jorku, nie informując o jej pochodzeniu. Lekarze oświadczyli, że "badany materiał jest fragmentem mięśnia sercowego znajdującego się w ścianie lewej komory serca, z okolicy zastawek. Ten mięsień jest odpowiedzialny za skurcze serca. Serce żyło w chwili pobierania wycinka. Co więcej, to serce cierpiało – tak jak ktoś, kto był ciężko bity w okolicach klatki piersiowej". Gdy ujawniono pochodzenie próbki, naukowcy stwierdzili, że nie znajdują wyjaśnienia dla tego faktu, a jego zaistnienia nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Jedyną rozsądną odpowiedź może dać tylko wiara w nadzwyczajne działanie Boga, który przez ten znak chce uświadomić, że On jest rzeczywiście obecny w Eucharystii. Jego obecność jest realna, a nie symboliczna. Możemy Go zobaczyć tylko oczami wiary pod postaciami konsekrowanego chleba i wina. Nie widzimy Go oczami ciała, choć jest tam obecny w swoim uwielbionym człowieczeństwie. Jezus w Eucharystii widzi, kocha nas i pragnie nas zbawić.

Także w Polsce miały miejsce podobne wydarzenia - ostatnio w roku 2008 w Sokółce i w 2013 w Legnicy.  Wielkich cudów eucharystycznych odnotowano ponad 130 w historii Kościoła. Każdy z nich jest jakby potwierdzeniem tego, w co wierzymy. W Dzienniczku wiele razy pojawia się świadectwo św. Faustyny, która ogląda oblicze Pana Jezusa w Hostii, gdy jest ukazywana w czasie Mszy Świętej. Jezus jest obecny i żywy w każdym kościele. Codziennie czeka tam na każdego z nas.

W Ewangelii jak refren pojawiają się słowa o ludziach, którzy spotykając Pana, upadali przed Nim na kolana czy na twarz. Oddawali Mu hołd i wyrażali w ten sposób wiarę, że On jest Bogiem żywym i prawdziwym. Z szacunkiem i namaszczeniem czynimy podobnie: gdy wchodzimy do świątyni, gdy przechodzimy przez jej środek, a na tej linii znajduje się tabernakulum; w czasie przeistoczenia, gdy podchodzimy do komunii świętej; przed wyjściem z kościoła; a także wtedy gdy widzimy kapłana niosącego Pana Jezusa w monstrancji czy w bursie w drodze do chorego - klękamy wówczas przed żywym, prawdziwym i realnie obecnym Bogiem. Klękajmy więc starannie, pobożnie, nie lękając się, że pobrudzimy kolana czy ubranie. To Bóg prawdziwy, choć lubi się ukrywać, aby nas Jego majestat nie poraził. „O milcząca Hostio biała, na kolanach wielbię Cię. Tyś tak nikła, taka mała, a w Twym cieniu kryje się Ten, co rządzi całym światem, Bóg wszechmocny, Stwórca nasz, przed którego majestatem aniołowie kryją twarz”. Więc upadajmy na kolana, aby tym znakiem czci wyrazić naszą wiarę, nawet naszą pewność, że tu jest Pan…